Słowem wstępu

Zareklamuj bloga! Najlepsze Blogi

Cześć. Jeżeli w ten czy inny sposób trafiłeś na mojego bloga, to pragnę Cie przywitać. Zanim poddasz się lekturze, jestem winien Ci krótkie objaśnienie. Z zamiarem założenia bloga nosiłem się już od dawna, lecz dopiero teraz wcieliłem swój plan w życie. Po co mi to właściwie? Znaczną część mojego życia wypełnia pisanie. Zajmuje się głównie pisaniem wierszy, lecz ostatnimi czasy zacząłem również pisać coś na miarę dzienników. Właściwie to polemizuje w nich sam ze sobą, stawiam się jakby w centrum i obok zarazem, debatując nad przestrzenią wokół mnie oraz nad tym co w owej przestrzeni intryguje, zachwyca czy po prostu irytuje mnie.

Z góry uprzedzam, iż nie będę tutaj pisał o tym jakie życie jest niesprawiedliwe, złe i krzywdzące, nie będę też pisał o nieszczęśliwej miłości. Interesują mnie bardziej dogłębne elementy mojego (naszego) życia, które to życie tworzą kawałek po kawałku. Na blogu będę zatem umieszczał swoje przemyślenia oraz wiersze – te, które uznam za warte pokazania.

Na koniec chce jeszcze uprzedzić wszystkich nadgorliwych. Mój blog nie jest i nie ma być ostoją dla poprawności. Nie będę silił się na sztuczną elokwencję rodem z Mickiewicza czy innego Słowackiego, piszę jak mi leży na sercu, a jeżeli Ci to nie odpowiada, to już teraz mówię: żegnam. Zależy mi na dotarciu do prostych ludzi, do ludzi rzeczywistych, a nie tych z okazałej ramki na zdjęcie.

Jeżeli zainteresował Cię mój blog, byłbym wdzięczny za przesłanie go dalej, gdyż nie wymyśliłem jeszcze skutecznego sposobu na jego reklamę.

25 maja 2011

Na początek: Pociąg

Pociąg. Jadę, upajając się widokiem lasów, łąk i peerelowskich dworców. Rozmyślam nad sensem zbierania biletów pociągowych, w których bardzo dobrze widzę zaklęte chwile. Spoglądam z ukosa na wysokiego, wąsatego konduktora, ciekawe czy już wie, iż za moment poprosi mnie, abym udał się z nim na przód pociągu, by tam nabazgrał mi na odwrocie biletu: Zgłoszono przejazd dalej. Wychodzi z przedziału, wraca po kilku minutach i następuje co wyżej. Coś jest w tych jego wąsach. Zakręcone w dół, sprawiają, iż owy konduktor przypomina raczej cyrkowca. Jaki sens ma zatrudnianie cyrkowca w roli konduktora? Niebywale ironiczne posunięcie, nadające temu życiu barw, o których inni mogą tylko pomarzyć.

Lecz ja wciąż jadę. W oczekiwaniu na przesiadkę, by dalej upajać się urokami polskiej kolei. Zasadniczo lubię te niespokojne podróże. Ciągłe opóźnienia, niepewność, podskoki na jednej nodze - to elementy pozwalające na odrobinę spontaniczności, która tak skutecznie tłamszona jest w każdym elemencie funkcjonowania społeczeństw.

Na skos ode mnie usiadła miła dziewczyna. Czy jest miła? Jest. Spoglądam nań niepostrzeżenie, rozmawia przez telefon, ma taki kojący głos, radosną twarz, to jedna z tych niewielu dziewcząt, tak po prostu szczęśliwych. Jak bardzo różni się ona od tej z końca przedziału, tej ukrytej za czarnym okularem. Ostatni raz spoglądam na dziewczynę po lewej, chodzi do liceum - poznałem po legitymacji - dobrze było by tam znów być.

Przesiadka. Wystartowali, pięć minut na przejście stu metrów, to przecież tak niewiele. Idę więc, by na pewno zdążyć. Podjeżdża maszyna, próbuję wsiąść.

- Tu nie wolno - słyszę - to wagon sypialny. 
Idę dalej. To samo.
- Gdzie tu są normalne wagony? - pytam.
- Na przodzie, te zielone - odpowiada znudzony do granic konduktor.

Dwie minuty później w końcu pozwolono mi wejść, kwadrans później miałem już bilet, udało się, bez prowizji, mówiłem, że coś było w tym wąsie. Drugi konduktor był zupełnie inny, nieobceny, smutny, zmęczony, jakby duch z niego wyszedł.

Ku mojemu zdziwieniu znalazłem miejsce siedzące, gdzieś miedzy drzwiami wejściowymi, przejściowymi, a tymi od toalety. Wspominałem już jak bardzo to lubię? Tak sądzę. Pociąg, to jedno z tych miejsc, w których rozmawiam ze sobą, odnajduje siebie, długopis w kieszeni, kartkę w zeszycie i nie liczy się nic więcej. Szum, nieustający pomruk, towarzyszący permanentnie w czasie podróży, uspokaja mnie. Gdy wówczas spoglądam przez brudną szybę, zaraz znad napisu Kocham Cię Natalio, widzę tylko to, co ponad.

Dziś nie przysłuchuje się zawsze intrygującym rozmową, dziś obserwuje tych, co poszukują czterech miejsc, podczas gdy potrzebują zaledwie jednego. Odrętwiała noga przypomina mi, że powinienem wstać, wstaję więc. Rzucam spojrzenie na szybę, za nią już tylko ciemność bez dna, lecz z okna spogląda na mnie jakaś postać. To Jim Morrison. Właśnie. Czy Morrison lubił pociągi?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz