Słowem wstępu

Zareklamuj bloga! Najlepsze Blogi

Cześć. Jeżeli w ten czy inny sposób trafiłeś na mojego bloga, to pragnę Cie przywitać. Zanim poddasz się lekturze, jestem winien Ci krótkie objaśnienie. Z zamiarem założenia bloga nosiłem się już od dawna, lecz dopiero teraz wcieliłem swój plan w życie. Po co mi to właściwie? Znaczną część mojego życia wypełnia pisanie. Zajmuje się głównie pisaniem wierszy, lecz ostatnimi czasy zacząłem również pisać coś na miarę dzienników. Właściwie to polemizuje w nich sam ze sobą, stawiam się jakby w centrum i obok zarazem, debatując nad przestrzenią wokół mnie oraz nad tym co w owej przestrzeni intryguje, zachwyca czy po prostu irytuje mnie.

Z góry uprzedzam, iż nie będę tutaj pisał o tym jakie życie jest niesprawiedliwe, złe i krzywdzące, nie będę też pisał o nieszczęśliwej miłości. Interesują mnie bardziej dogłębne elementy mojego (naszego) życia, które to życie tworzą kawałek po kawałku. Na blogu będę zatem umieszczał swoje przemyślenia oraz wiersze – te, które uznam za warte pokazania.

Na koniec chce jeszcze uprzedzić wszystkich nadgorliwych. Mój blog nie jest i nie ma być ostoją dla poprawności. Nie będę silił się na sztuczną elokwencję rodem z Mickiewicza czy innego Słowackiego, piszę jak mi leży na sercu, a jeżeli Ci to nie odpowiada, to już teraz mówię: żegnam. Zależy mi na dotarciu do prostych ludzi, do ludzi rzeczywistych, a nie tych z okazałej ramki na zdjęcie.

Jeżeli zainteresował Cię mój blog, byłbym wdzięczny za przesłanie go dalej, gdyż nie wymyśliłem jeszcze skutecznego sposobu na jego reklamę.

29 września 2011

Desertio

Nocą, gdy nie śpię, przechadzam się mniej lub bardziej mi znanymi ulicami miasta. Z obojętnością na twarzy i niekrytym zainteresowaniem gdzieś wewnątrz, obserwuję pogrążone we śnie krainy zamieszkane przez bliżej nieznanych mi ludzi, dalej zwanymi ludźmi bez twarzy. Muzyka w uszach zdaje się dostrajać do otoczenia, tworząc  surrealistyczną rzeczywistość, wydającą się mi tak bardzo normalną, a będącą jednocześnie tak bardzo nienormalną dla tych ludzi bez twarzy. Nie przejmując się tym, idę przed siebie. Czasem się gdzieś zatrzymam, zaintrygowany tym, co przez pryzmat mego surrealizmu, wygląda co najmniej dziwnie. Gdy już nacieszę się tymi widokami nie widzę przeszkód, uniemożliwiających mi dalszą drogę...

Teraz mijam cmentarz, który nie wiedzieć czemu, wydaje mi się tak zabawnym miejscem, budzącym zarówno podziw jak i odrazę - jest przecież odzwierciedleniem ludzkiego zniewolenia. Krótką chwilę pogrążam się jeszcze w głębokiej zadumie, po czym stwierdzam, że to już nie istotne. Za cmentarzem bowiem czeka mnie długa podróż w nieznane. Czekam więc, aż uszy dostroją mi nowe otoczenie i rzucam się w toń. Widzę tu, jak natura przegrywa morderczy wyścig z pośpiechem. Niedługą chwilę przypatruje się końcowemu okrążeniu - różnica jest wyraźna, zdaje się, że natura z góry skazana była na porażkę. No nic. Jutro też jest dzień, jutro znowu przegra - pomyślałem, po czym ruszyłem w kierunku przeszłości.

Obrośnięta mchem stodoła, wygląda, jak gdyby mijające dni nie robiły na niej większego wrażenia. Przyzwyczaiła się do swego miejsca, do którego nota bene absolutnie nie pasuje. To jej nie-pasowanie ma jednak swój niebagatelny urok, stanowi bowiem swego rodzaju drogowskaz. Drogowskaz, będący widoczny tym, którzy z różnych powodów zagubią się w miejscu tak dobrze im znanym. Nim odejdę, zdaję się mi, że owa stodoła chciała by mi coś powiedzieć. Oczywiście z pewnych przyczyn, o których pisać nie muszę, nie może tego zrobić. Ja jednak nie mogę oprzeć się wrażeniu, iż doskonale wiem, co takiego mogłaby mi ta skarbnica wiedzy przekazać, odchodzę więc w ciszy, zostawiając ją samą.

Szybko skręcam w lewo i ku moim oczom ukazuje się coś czego do końca nie rozumiem. To chyba cyrk. Z każdej strony atakują mnie klauny, zwierzęta szarpią łańcuchy, a ogrom przesadnie jaskrawych kolorów usiłuję zaślepić mą czujność. Nie daję się jednak i jak najszybciej opuszczam to beznadziejnie szare, mimo swej kolorowości, miejsce. Nie chcę już tam wracać, wiem jednak, iż powrót tam jest nieunikniony i wkrótce ponownie zmuszony będę oglądać to przedstawienie - wówczas znowu ucieknę, jak najszybciej się da.

Wyczerpany intensywną wędrówką, obieram w końcu cel. Przedzieram się więc przez jeszcze niezatarte ścieżki, podziwiając okolice jakby już na starych zdjęciach. Przystaję co chwila, degustując potęgę chwili, lecz nieustannie zbliżam się do mety. Gdy już docieram, wyłączam muzykę, przechodzę przez próg - granicę kontrastów. Wchodzę do dużego, pustego domu, obserwują zepsucie, handel sobą. W imię czego? Nie wytrzymam tu zbyt długu, więc wychodzę (po czasie, którego liczyć nie chcę), jak najciszej, zdegustowany do granic wytrzymałości, ja.

20 września 2011

Industrialnie

Od dosyć dawna ludzka pozorność oraz mechaniczność przyprawia mnie o smutek i wprawia w zadumę. Pewnie dlatego pewnego deszczowego dnia, będąc w jednym z typowo turystycznych miast Polski, napisałem ten oto krótki wiersz, będący odzwierciedleniem tego, jak widzę codzienne życie większości społeczeństwa.


Industrialnie

Miasto pościgów.
Pod osłoną słońca,
Deszczu oraz śniegu,
Nielegalny gwałt,
Na tym, co istotne.
Szare koszmary,
Tłumione odgłosami,
Tych samych silników,
Pod parasolami ukrywane,
Oczy na świat, mijające,
Mierzące się bez celu.
Ciekawość ludzi grzechu,
Popełnionego na naturze.

14 września 2011

Radość z życia

Czy każdy człowiek ma prawo do czerpania radości z życia? To bardzo proste - oczywiście, że tak. Dlaczego więc tak wielu z nas, jakby na siłę, pozbawia siebie tej możliwości? Pozbawia siebie szans na uśmiech z rana, na wewnętrzne dopełnianie samego siebie? Dlaczego gdy uśmiecham się w pociągu do drugiego człowieka, traktowany jestem jak uciekinier z psychiatryka?

Dość często odnoszę wrażenie, iż tak naprawdę ludzie uciekają od bycia szczęśliwymi, podążają w zupełnie przeciwnym kierunku niż wewnętrzny spokój, opanowanie i samozadowolenie z życia. Gdy wychodzę z domu, w około unosi się zapach wzajemnej niechęci, wrogości, zazdrości i podłości. Zewsząd spoglądają na mnie powykrzywiane, grymaśne twarze. Kiedy próbuję się uśmiechnąć, to jakbym słyszał w oddali "przestań... spójrz na siebie... nie pasujesz tutaj...". To bardzo smutny obrazek, gdy widzę mijających się ludzi, którzy spoglądają na siebie tym szklanym, pozbawionym człowieczeństwa, wzrokiem.

Dlaczego więc jest, że wśród nas żyje tylu, niezadowolonych z życia, ludzi? Z pewnością nie sprzyjają temu nadzwyczaj paskudne czasy w jakich żyjemy. Choć oczywiście, nie chciałbym tu specjalnie demonizować obecnych czasów, bo tak naprawdę każde czasy na swój sposób są piękne i paskudne. Lecz obecny nam ciągły pośpiech za tym co nieistotne, sprawia, że ludzie stają się nazbyt oschli i zgorzkniali, pozbawieni jakichkolwiek zasad moralnych. Wszechobecny, śmierdzący pieniądz pozbawia uczuć, a życie coraz większej ilości ludzi wygląda jak zamknięte w szklanej kuli - wszystko tak bardzo przewidywalne i robione bez emocji. Ludzie - zaprogramowane lalki, niewidzące nic poza tym, co imituje życie, poza stertą tandety, jaka atakuje nas z każdej strony.

Czy jest na to sposób? Ja mam. Na początku tekstu użyłem zwrotu "samozadowolenie", niech to słowo będzie tu słowem kluczem - bo to właśnie my sami musimy zadbać o naszą "radość z życia". Tego nie zamówimy w sklepie, nie przyjdzie do nas pocztą, musimy wyjść i odnaleźć to sami. Czasami należałoby rzucić wszystko i udać się na długą podróż w głąb siebie, odnaleźć w sobie to, co sprawia, że odlatujemy w inne krainy, co choć trochę odbiega od schematów, zakazów i nakazów. Czasami po prostu trzeba zapomnieć o problemach, uznać, że to, co już za nami, nie ma teraz najmniejszego znaczenia, pamiętać, że liczy się tylko tu i teraz. Ten moment regeneracji, powiedziałbym ten moment fantastycznej, idealistycznej ignorancji, tak charakterystycznej dla młodych buntowników, romantyków. Nie wstydźmy się siebie!

Powiem Wam coś jeszcze. Osobiście nienawidzę czasów, w których żyję, nie potrafię odnaleźć się w tej chorej rzeczywistości, nie potrafię przejść obojętnie obok pieprzonego zła i obok ludzkiej obojętności na nie. Lecz mimo to jestem cholernie szczęśliwym człowiekiem. Owszem, często człowiekiem sceptycznym, często zawiedzionym i smutnym, ale w gruncie rzeczy cholernie szczęśliwym. Zapytacie dlaczego? Z prostego powodu: ja chcę być szczęśliwy, nie boje się tego co we mnie siedzi, bo właśnie w tym odnajduje "radość z życia". Wobec tego życzę i Wam abyście nie bali się zajrzeć w głąb siebie.