Słowem wstępu
Cześć. Jeżeli w ten czy inny sposób trafiłeś na mojego bloga, to pragnę Cie przywitać. Zanim poddasz się lekturze, jestem winien Ci krótkie objaśnienie. Z zamiarem założenia bloga nosiłem się już od dawna, lecz dopiero teraz wcieliłem swój plan w życie. Po co mi to właściwie? Znaczną część mojego życia wypełnia pisanie. Zajmuje się głównie pisaniem wierszy, lecz ostatnimi czasy zacząłem również pisać coś na miarę dzienników. Właściwie to polemizuje w nich sam ze sobą, stawiam się jakby w centrum i obok zarazem, debatując nad przestrzenią wokół mnie oraz nad tym co w owej przestrzeni intryguje, zachwyca czy po prostu irytuje mnie.
Z góry uprzedzam, iż nie będę tutaj pisał o tym jakie życie jest niesprawiedliwe, złe i krzywdzące, nie będę też pisał o nieszczęśliwej miłości. Interesują mnie bardziej dogłębne elementy mojego (naszego) życia, które to życie tworzą kawałek po kawałku. Na blogu będę zatem umieszczał swoje przemyślenia oraz wiersze – te, które uznam za warte pokazania.
Na koniec chce jeszcze uprzedzić wszystkich nadgorliwych. Mój blog nie jest i nie ma być ostoją dla poprawności. Nie będę silił się na sztuczną elokwencję rodem z Mickiewicza czy innego Słowackiego, piszę jak mi leży na sercu, a jeżeli Ci to nie odpowiada, to już teraz mówię: żegnam. Zależy mi na dotarciu do prostych ludzi, do ludzi rzeczywistych, a nie tych z okazałej ramki na zdjęcie.
Jeżeli zainteresował Cię mój blog, byłbym wdzięczny za przesłanie go dalej, gdyż nie wymyśliłem jeszcze skutecznego sposobu na jego reklamę.
29 września 2011
Desertio
20 września 2011
Industrialnie
Industrialnie
Miasto pościgów.
Pod osłoną słońca,
Deszczu oraz śniegu,
Nielegalny gwałt,
Na tym, co istotne.
Szare koszmary,
Tłumione odgłosami,
Tych samych silników,
Pod parasolami ukrywane,
Oczy na świat, mijające,
Mierzące się bez celu.
Ciekawość ludzi grzechu,
Popełnionego na naturze.
14 września 2011
Radość z życia
10 sierpnia 2011
Oddech śmierci
Oczekujący na ostatni uśmiech,
Na spojrzenie w oczy matki,
Na sukcesy swych potomnych,
Dotyk słońca, szept powietrza,
Oddech śmierci nieproszony.
Fantasmagorie i marzenia,
Wysysane permanentnie
Z nieświadomych jeszcze dusz.
Każda dusza jednym sercem,
Każde serce panem życia,
Zaciąganym beznamiętnie,
Oddechem śmierci nieproszonym.
Lecą nogi, skaczą ręce,
But opodal stopy,
Tańczy w wirze pragnień,
Bezpowrotnie oderwanych,
Od snu, co życiem się zowie.
Najsmutniejsze jest to tango,
Gdy muzykę tworzy grozy,
Oddech śmierci nieproszony.
Zabije dzwon, nastanie cisza,
Niedowierzanie przerwie,
Fanfar odgłos,
Ku czci oddechu śmierci,
Kierującemu swe ślepia,
Na nowo wybrane,
Zastępy serc niewinnych,
Zastępy pragnień, myśli
Oraz marzeń.
Wstyd mi, bo mienie się,
Człowiekiem jak ci,
Co oddech śmierci
W przestrzeń wysyłają,
przepraszam.
27 lipca 2011
Deszcz
11 lipca 2011
Krótka historia miłosna
30 czerwca 2011
Mój umysł, mój świat
Pojechałem na wieś do człowieka szczególnie mi bliskiego, towarzysza, przyjaciela, brata. Przez kilka miesięcy nie było go w kraju, więc ten wyjazd był przeze mnie szczególnie wyczekiwany. Pierwszego dnia mej wizyty przy dźwiękach muzyki i nieskończonego szczęścia spowodowanego paleniem marihuany, rozkoszowaliśmy się cudownymi widokami z nad jeziora oraz toczyliśmy rozmowy, których tak bardzo nam przez ten czas brakowało. Drugiego dnia mój kompan wyciągnął nieznany mi wcześniej biały proszek, który okazał się być środkiem psychodelicznym. Nie zastanawiając się zbyt długo wciągnęliśmy odmierzone dawki. Na efekty nie trzeba było długo czekać.
Już po kilkunastu sekundach poczułem jak unoszę się w powietrzu, było w tym coś dziwnego, bo przecież cały czas siedziałem pod ścianom. Chwile później zobaczyłem jak szafa stojąca nieopodal tańczy walca z krzesłem, jak podłoga faluje, a ściany zmieniają swoje pierwotne położenie. Muzyka dobiegająca mych uszu zdawała się być rozłożona na czynniki pierwsze, widziałem każdą płynącą z głośników nutę i mogłem dokładnie ją opisać. Wszystko było tak ciekawe, inspirujące, godne uwagi. Spojrzałem wreszcie na przyjaciela, nie miałem wątpliwości, on też widział to co ja. Po kolejnych kilkudziesięciu minutach milczenia postanowiliśmy wyjść z pokoju, skoro tylko on wydawał być się tak fascynujący, to co mogło czkać nas na zewnątrz? Wyszliśmy z pokoju na piętrze, do pokonania były schody, które, gdy na nie weszliśmy, zapadały się w dół, jakby uciekały od nas, nie pozwalały nam zejść. Towarzysząca w korytarzu ciemność wzmagała działanie środka, stała się motywacją do dalszej wędrówki. W końcu znaleźliśmy się na zewnątrz, od razu uderzyła we mnie mnogość elementów, których nigdy wcześniej nie zauważałem, potrafiłem oddzielić każdą, najmniejszą cząsteczkę, z której zbudowany jest ten świat, każdy listek na drzewie, ziarenko piasku pod butami, źdźbło trawy z nad jeziora czy odgłosy zwierząt, ganiających po lesie. Chwile później ruszyliśmy w podróż, pokonaliśmy niewielką górkę, a tuż za nią czekały na nas pagórki, które falując tworzyły istne, nieskończone jezioro. Skręciliśmy w lewo, szliśmy tak blisko dwa kilometry, co chwila przystając, by nacieszyć się nowymi widokami. Spojrzawszy w niebo, straciłem poczucie bliskości z ziemią, oglądając niesamowite kształty, w które układały się chmury, nie mogłem uwierzyć, że mój umysł jest w stanie widzieć takie rzeczy. Weszliśmy w dość wąską ścieżkę leśną, po obu stronach drzewa szeptały mi do ucha, po czym wyskakiwały z ziemi i szły ze mną, jak równy z równym. Ja stałem się drzewem, a drzewo stało się mną. Po blisko trzech godzinach najcudowniejszej w mym życiu podróży, znowu siedziałem pod tą samą ścianą z poczuciem, iż wszystko, co się wcześniej wydarzyło było tylko iluzją i przekonaniem, iż od momentu zażycia psychodeliku minęło ledwie kilka minut. Stan tej "nietrzeźwości" trzymał mnie jeszcze przez dobre kilka godzin, a gdy nad ranem wszystko zaczęło mijać, odszedłem w sen, którym nie spałem od bardzo dawna. Był to tak spokojny sen, że nawet pracujące w pokoju buldożery, nie były by w stanie mnie zbudzić.
6 czerwca 2011
Egoistą staraj się być
30 maja 2011
Akordeon
25 maja 2011
Na początek: Pociąg
Lecz ja wciąż jadę. W oczekiwaniu na przesiadkę, by dalej upajać się urokami polskiej kolei. Zasadniczo lubię te niespokojne podróże. Ciągłe opóźnienia, niepewność, podskoki na jednej nodze - to elementy pozwalające na odrobinę spontaniczności, która tak skutecznie tłamszona jest w każdym elemencie funkcjonowania społeczeństw.
Przesiadka. Wystartowali, pięć minut na przejście stu metrów, to przecież tak niewiele. Idę więc, by na pewno zdążyć. Podjeżdża maszyna, próbuję wsiąść.