Słowem wstępu

Zareklamuj bloga! Najlepsze Blogi

Cześć. Jeżeli w ten czy inny sposób trafiłeś na mojego bloga, to pragnę Cie przywitać. Zanim poddasz się lekturze, jestem winien Ci krótkie objaśnienie. Z zamiarem założenia bloga nosiłem się już od dawna, lecz dopiero teraz wcieliłem swój plan w życie. Po co mi to właściwie? Znaczną część mojego życia wypełnia pisanie. Zajmuje się głównie pisaniem wierszy, lecz ostatnimi czasy zacząłem również pisać coś na miarę dzienników. Właściwie to polemizuje w nich sam ze sobą, stawiam się jakby w centrum i obok zarazem, debatując nad przestrzenią wokół mnie oraz nad tym co w owej przestrzeni intryguje, zachwyca czy po prostu irytuje mnie.

Z góry uprzedzam, iż nie będę tutaj pisał o tym jakie życie jest niesprawiedliwe, złe i krzywdzące, nie będę też pisał o nieszczęśliwej miłości. Interesują mnie bardziej dogłębne elementy mojego (naszego) życia, które to życie tworzą kawałek po kawałku. Na blogu będę zatem umieszczał swoje przemyślenia oraz wiersze – te, które uznam za warte pokazania.

Na koniec chce jeszcze uprzedzić wszystkich nadgorliwych. Mój blog nie jest i nie ma być ostoją dla poprawności. Nie będę silił się na sztuczną elokwencję rodem z Mickiewicza czy innego Słowackiego, piszę jak mi leży na sercu, a jeżeli Ci to nie odpowiada, to już teraz mówię: żegnam. Zależy mi na dotarciu do prostych ludzi, do ludzi rzeczywistych, a nie tych z okazałej ramki na zdjęcie.

Jeżeli zainteresował Cię mój blog, byłbym wdzięczny za przesłanie go dalej, gdyż nie wymyśliłem jeszcze skutecznego sposobu na jego reklamę.

27 lipca 2011

Deszcz

Deszcz, pada i niszczy. Niszczy plany ludzi zaplanowanych, zaplanowanych w istocie przytłoczonych bezustanną pogonią za tym, co pewne. Ten sam deszcz nie wie, ile radości sprawia mi, gdy niszczy ich plany, wprowadza chaos, nieregularność, tłok, powoduje zawieszenie między tym co jest, a tym co być dopiero miało, powinno raczej. 

Deszcz, nieproszony gość, uwalnia resztki rzeczywistości wobec ludzi zaplanowanych, rzeczywistość ta, inna od ich rzeczywistości (tej ciągle planowanej), budzi wstręt, odrazę, wprowadza niepewność, a w gruncie rzeczy rodzi strach, strach nie przed tym, co nieznane, strach przed tym, co nieuniknione, tak bardzo unikane zarazem. 

Następstwem tego jest, że człowiek, cały czas ten zaplanowany, popada w dziwny rodzaj depresji, ona rodzi natomiast ogólny wstręt do tego, co niezaplanowane – do tego deszczu nieszczęsnego, będącego jedynie błahym elementem, dla mnie przykładem, bo rzecz jasna, nie o ten deszcz się tutaj rozchodzi. Wspominany wstręt uwidacznia się w późniejszej percepcji na wydarzenia, rzeczy czy ludzi, w efekcie pogrążając tegoż człowieka w jego czterech ścianach (nie tych, między którymi obijamy się jedynie, raczej tych, w których wiele drzwi stojących otworem).

W tej swojej planowości, człowiek zaplanowany staje się kaleką we własnej osobowości. Jak każde kalectwo, tak i to, powoduje ograniczenie, tutaj ograniczenie w stosunku do samego siebie. Człowiek ten nie daje sobie mianowicie szansy na doścignięcie rzeczy istotnych - tych błahych zarazem, co to stają się i tworzą naszą przeszłość, teraźniejszość i przyszłość. Ułomność ta, co jasne, ani jest wrodzona, ani jest nabyta, po prostu jest i na tej samej zasadzie może jej nie być, coś jak pryszcz na środku nosa. 

Sprowadzając sprawę do meritum, idzie o to, iż zatracając się w ciągłej pogoni za pewnością, staje się człowiek niewrażliwy na te kamienie, które uwierają w butach. Dostrzega on tylko te, które same wchodzą do oczu, te wielkie kamienie, w których tak ciężko odnaleźć sens, bo one już skończone, lecz niekoniecznie wesołe, jak te małe, co na przekór w stopę uwierają. :)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz