Nocą, gdy nie śpię, przechadzam się mniej lub bardziej mi znanymi ulicami miasta. Z obojętnością na twarzy i niekrytym zainteresowaniem gdzieś wewnątrz, obserwuję pogrążone we śnie krainy zamieszkane przez bliżej nieznanych mi ludzi, dalej zwanymi ludźmi bez twarzy. Muzyka w uszach zdaje się dostrajać do otoczenia, tworząc surrealistyczną rzeczywistość, wydającą się mi tak bardzo normalną, a będącą jednocześnie tak bardzo nienormalną dla tych ludzi bez twarzy. Nie przejmując się tym, idę przed siebie. Czasem się gdzieś zatrzymam, zaintrygowany tym, co przez pryzmat mego surrealizmu, wygląda co najmniej dziwnie. Gdy już nacieszę się tymi widokami nie widzę przeszkód, uniemożliwiających mi dalszą drogę...
Teraz mijam cmentarz, który nie wiedzieć czemu, wydaje mi się tak zabawnym miejscem, budzącym zarówno podziw jak i odrazę - jest przecież odzwierciedleniem ludzkiego zniewolenia. Krótką chwilę pogrążam się jeszcze w głębokiej zadumie, po czym stwierdzam, że to już nie istotne. Za cmentarzem bowiem czeka mnie długa podróż w nieznane. Czekam więc, aż uszy dostroją mi nowe otoczenie i rzucam się w toń. Widzę tu, jak natura przegrywa morderczy wyścig z pośpiechem. Niedługą chwilę przypatruje się końcowemu okrążeniu - różnica jest wyraźna, zdaje się, że natura z góry skazana była na porażkę. No nic. Jutro też jest dzień, jutro znowu przegra - pomyślałem, po czym ruszyłem w kierunku przeszłości.
Obrośnięta mchem stodoła, wygląda, jak gdyby mijające dni nie robiły na niej większego wrażenia. Przyzwyczaiła się do swego miejsca, do którego nota bene absolutnie nie pasuje. To jej nie-pasowanie ma jednak swój niebagatelny urok, stanowi bowiem swego rodzaju drogowskaz. Drogowskaz, będący widoczny tym, którzy z różnych powodów zagubią się w miejscu tak dobrze im znanym. Nim odejdę, zdaję się mi, że owa stodoła chciała by mi coś powiedzieć. Oczywiście z pewnych przyczyn, o których pisać nie muszę, nie może tego zrobić. Ja jednak nie mogę oprzeć się wrażeniu, iż doskonale wiem, co takiego mogłaby mi ta skarbnica wiedzy przekazać, odchodzę więc w ciszy, zostawiając ją samą.
Szybko skręcam w lewo i ku moim oczom ukazuje się coś czego do końca nie rozumiem. To chyba cyrk. Z każdej strony atakują mnie klauny, zwierzęta szarpią łańcuchy, a ogrom przesadnie jaskrawych kolorów usiłuję zaślepić mą czujność. Nie daję się jednak i jak najszybciej opuszczam to beznadziejnie szare, mimo swej kolorowości, miejsce. Nie chcę już tam wracać, wiem jednak, iż powrót tam jest nieunikniony i wkrótce ponownie zmuszony będę oglądać to przedstawienie - wówczas znowu ucieknę, jak najszybciej się da.
Wyczerpany intensywną wędrówką, obieram w końcu cel. Przedzieram się więc przez jeszcze niezatarte ścieżki, podziwiając okolice jakby już na starych zdjęciach. Przystaję co chwila, degustując potęgę chwili, lecz nieustannie zbliżam się do mety. Gdy już docieram, wyłączam muzykę, przechodzę przez próg - granicę kontrastów. Wchodzę do dużego, pustego domu, obserwują zepsucie, handel sobą. W imię czego? Nie wytrzymam tu zbyt długu, więc wychodzę (po czasie, którego liczyć nie chcę), jak najciszej, zdegustowany do granic wytrzymałości, ja.
fajny blog ;D
OdpowiedzUsuńzapraszam do mnie
paprykaworld.blogspot.com
Piszesz o zwykłym życiu w dość niezwykły sposób,a jednocześnie każdy może to zrozumieć.
OdpowiedzUsuńBardzo ciekawy blog.
56 year old Analyst Programmer Shane Hucks, hailing from Cold Lake enjoys watching movies like "Spiders, Part 2: The Diamond Ship, The (Die Spinnen, 2. Teil - Das Brillantenschiff)" and Netball. Took a trip to Historic Bridgetown and its Garrison and drives a Bugatti Type 57SC Atalante. sposob na tych gosci
OdpowiedzUsuńkancelaria rzeszow rejtana
OdpowiedzUsuń