Czy każdy człowiek ma prawo do czerpania radości z życia? To bardzo proste - oczywiście, że tak. Dlaczego więc tak wielu z nas, jakby na siłę, pozbawia siebie tej możliwości? Pozbawia siebie szans na uśmiech z rana, na wewnętrzne dopełnianie samego siebie? Dlaczego gdy uśmiecham się w pociągu do drugiego człowieka, traktowany jestem jak uciekinier z psychiatryka?
Dość często odnoszę wrażenie, iż tak naprawdę ludzie uciekają od bycia szczęśliwymi, podążają w zupełnie przeciwnym kierunku niż wewnętrzny spokój, opanowanie i samozadowolenie z życia. Gdy wychodzę z domu, w około unosi się zapach wzajemnej niechęci, wrogości, zazdrości i podłości. Zewsząd spoglądają na mnie powykrzywiane, grymaśne twarze. Kiedy próbuję się uśmiechnąć, to jakbym słyszał w oddali "przestań... spójrz na siebie... nie pasujesz tutaj...". To bardzo smutny obrazek, gdy widzę mijających się ludzi, którzy spoglądają na siebie tym szklanym, pozbawionym człowieczeństwa, wzrokiem.
Dlaczego więc jest, że wśród nas żyje tylu, niezadowolonych z życia, ludzi? Z pewnością nie sprzyjają temu nadzwyczaj paskudne czasy w jakich żyjemy. Choć oczywiście, nie chciałbym tu specjalnie demonizować obecnych czasów, bo tak naprawdę każde czasy na swój sposób są piękne i paskudne. Lecz obecny nam ciągły pośpiech za tym co nieistotne, sprawia, że ludzie stają się nazbyt oschli i zgorzkniali, pozbawieni jakichkolwiek zasad moralnych. Wszechobecny, śmierdzący pieniądz pozbawia uczuć, a życie coraz większej ilości ludzi wygląda jak zamknięte w szklanej kuli - wszystko tak bardzo przewidywalne i robione bez emocji. Ludzie - zaprogramowane lalki, niewidzące nic poza tym, co imituje życie, poza stertą tandety, jaka atakuje nas z każdej strony.
Czy jest na to sposób? Ja mam. Na początku tekstu użyłem zwrotu "samozadowolenie", niech to słowo będzie tu słowem kluczem - bo to właśnie my sami musimy zadbać o naszą "radość z życia". Tego nie zamówimy w sklepie, nie przyjdzie do nas pocztą, musimy wyjść i odnaleźć to sami. Czasami należałoby rzucić wszystko i udać się na długą podróż w głąb siebie, odnaleźć w sobie to, co sprawia, że odlatujemy w inne krainy, co choć trochę odbiega od schematów, zakazów i nakazów. Czasami po prostu trzeba zapomnieć o problemach, uznać, że to, co już za nami, nie ma teraz najmniejszego znaczenia, pamiętać, że liczy się tylko tu i teraz. Ten moment regeneracji, powiedziałbym ten moment fantastycznej, idealistycznej ignorancji, tak charakterystycznej dla młodych buntowników, romantyków. Nie wstydźmy się siebie!
Powiem Wam coś jeszcze. Osobiście nienawidzę czasów, w których żyję, nie potrafię odnaleźć się w tej chorej rzeczywistości, nie potrafię przejść obojętnie obok pieprzonego zła i obok ludzkiej obojętności na nie. Lecz mimo to jestem cholernie szczęśliwym człowiekiem. Owszem, często człowiekiem sceptycznym, często zawiedzionym i smutnym, ale w gruncie rzeczy cholernie szczęśliwym. Zapytacie dlaczego? Z prostego powodu: ja chcę być szczęśliwy, nie boje się tego co we mnie siedzi, bo właśnie w tym odnajduje "radość z życia". Wobec tego życzę i Wam abyście nie bali się zajrzeć w głąb siebie.
Zazdroszczę tak dogłębnego poznania siebie. Wielkiej dojrzałości. Umiejętności pisania o poruszających nas tematach. Gdy ja coś napisze, kompletnie traci sens, nie potrafię "opisać" moich myśli i wniosków.
OdpowiedzUsuńŚwietny blog!
Szczytny cel walecznego podążania ku sobie! Grafiki na wstępie bardzo dobitnie oddają Twoje zamiary i słowa opisane poniżej.
OdpowiedzUsuń