Pojechałem na wieś do człowieka szczególnie mi bliskiego, towarzysza, przyjaciela, brata. Przez kilka miesięcy nie było go w kraju, więc ten wyjazd był przeze mnie szczególnie wyczekiwany. Pierwszego dnia mej wizyty przy dźwiękach muzyki i nieskończonego szczęścia spowodowanego paleniem marihuany, rozkoszowaliśmy się cudownymi widokami z nad jeziora oraz toczyliśmy rozmowy, których tak bardzo nam przez ten czas brakowało. Drugiego dnia mój kompan wyciągnął nieznany mi wcześniej biały proszek, który okazał się być środkiem psychodelicznym. Nie zastanawiając się zbyt długo wciągnęliśmy odmierzone dawki. Na efekty nie trzeba było długo czekać.
Już po kilkunastu sekundach poczułem jak unoszę się w powietrzu, było w tym coś dziwnego, bo przecież cały czas siedziałem pod ścianom. Chwile później zobaczyłem jak szafa stojąca nieopodal tańczy walca z krzesłem, jak podłoga faluje, a ściany zmieniają swoje pierwotne położenie. Muzyka dobiegająca mych uszu zdawała się być rozłożona na czynniki pierwsze, widziałem każdą płynącą z głośników nutę i mogłem dokładnie ją opisać. Wszystko było tak ciekawe, inspirujące, godne uwagi. Spojrzałem wreszcie na przyjaciela, nie miałem wątpliwości, on też widział to co ja. Po kolejnych kilkudziesięciu minutach milczenia postanowiliśmy wyjść z pokoju, skoro tylko on wydawał być się tak fascynujący, to co mogło czkać nas na zewnątrz? Wyszliśmy z pokoju na piętrze, do pokonania były schody, które, gdy na nie weszliśmy, zapadały się w dół, jakby uciekały od nas, nie pozwalały nam zejść. Towarzysząca w korytarzu ciemność wzmagała działanie środka, stała się motywacją do dalszej wędrówki. W końcu znaleźliśmy się na zewnątrz, od razu uderzyła we mnie mnogość elementów, których nigdy wcześniej nie zauważałem, potrafiłem oddzielić każdą, najmniejszą cząsteczkę, z której zbudowany jest ten świat, każdy listek na drzewie, ziarenko piasku pod butami, źdźbło trawy z nad jeziora czy odgłosy zwierząt, ganiających po lesie. Chwile później ruszyliśmy w podróż, pokonaliśmy niewielką górkę, a tuż za nią czekały na nas pagórki, które falując tworzyły istne, nieskończone jezioro. Skręciliśmy w lewo, szliśmy tak blisko dwa kilometry, co chwila przystając, by nacieszyć się nowymi widokami. Spojrzawszy w niebo, straciłem poczucie bliskości z ziemią, oglądając niesamowite kształty, w które układały się chmury, nie mogłem uwierzyć, że mój umysł jest w stanie widzieć takie rzeczy. Weszliśmy w dość wąską ścieżkę leśną, po obu stronach drzewa szeptały mi do ucha, po czym wyskakiwały z ziemi i szły ze mną, jak równy z równym. Ja stałem się drzewem, a drzewo stało się mną. Po blisko trzech godzinach najcudowniejszej w mym życiu podróży, znowu siedziałem pod tą samą ścianą z poczuciem, iż wszystko, co się wcześniej wydarzyło było tylko iluzją i przekonaniem, iż od momentu zażycia psychodeliku minęło ledwie kilka minut. Stan tej "nietrzeźwości" trzymał mnie jeszcze przez dobre kilka godzin, a gdy nad ranem wszystko zaczęło mijać, odszedłem w sen, którym nie spałem od bardzo dawna. Był to tak spokojny sen, że nawet pracujące w pokoju buldożery, nie były by w stanie mnie zbudzić.
Witaj!
OdpowiedzUsuńBardzo dziękuję za słowa, które pozostawiłeś na moim blogu. Jeśli chodzi o ludzki umysł, to powiem Ci, że też ostatnio trochę na ten temat hmmm na razie czytam i oglądam... Książka "Potęga podświadomości" daje wiele do myślenia. Bo jak niby można kierować swoją podświadomością? Gdy czytałam ją kilka miesięcy temu pierwszy raz nieźle się usmiałam. A teraz chyba zaczynam rozumiec jej sens. Pozdrawiam serdecznie i będę do Ciebie zaglądać :)
Witam Cię! I tym razem się nie zawiodłam, lecz powiem szczerze, iż tekst musiałam przeczytać dwa razy, aby go w pełni zrozumieć. Podczas czytania nasunęło mi się pytanie, czy ty piszesz gdzieś jeszcze poza swoim blogiem. Może jakieś czasopismo? Chętnie bym poczytała więcej niż tu zamieszczasz.
OdpowiedzUsuńZ góry dziękuję za odpowiedź.
Pozdrawiam.
Weronika.
To jest bardzo dobry artykuł.
OdpowiedzUsuńZobacz ten blog: http://ebiznes-sitetalk.blogspot.com/2011/02/zarabiaj-na-portalu-spoecznosciowym.html